Znajoma z dużym doświadczeniem w prasie szuka pracy jako rzecznik prasowy. Wczoraj miała rozmowę kwalifikacyjną w państwowej instytucji.
Spotkanie było miłe i rzeczowe, pytania standardowe, z wyjątkiem jednego: "Jak pani monitoruje efektywność komunikacji?"
Jak pani monitoruje... przepraszam, co?
Wydaje mi się, że w tym pytaniu schowało się dużo prostsze pytanie.
Ludzie pracujący w public relations czasem nie potrafią wyzbyć się zawodowego żargonu. Przesiąknięci branżowymi wyrażeniami nie umieją posługiwać się prostymi słowami.
Nie wiem co dokładnie znaczy "monitoring skuteczności komunikacji", ale podejrzewam, że chodzi o to czy Twoi współpracownicy, podwładni, szefowie i klienci rozumieją co do nich mówisz.
Gdyby jeszcze chodziło o pomiar efektów pracy w dziale sprzedaży, ale to było stanowisko w biurze prasowym. Ma być wykres pokazujący w procentach liczbę zrozumianych słów?
Może zróbmy sobie chwilkę przerwy i wrócimy do normalnej rozmowy?
Kiedy ktoś zadaje Ci pytanie najeżone żargonem lub – po prostu – pozbawione sensu, nie udawaj, że rozumiesz i poproś o wyjaśnienie. Może autor pytania też zastanowi się o co pyta.
